Czasem jest zabawnie i kreatywnie, czasem kontrowersyjnie, a granica między jednym a drugim potrafi być naprawdę cienka.
Jak estetyka internetu wpłynęła na komunikację marek konopnych?
Internet sprawił, że marki zaczęły mówić przede wszystkim obrazem – szybko, kolorowo i w sposób, który da się rozpoznać podczas kilku sekund scrollowania. Branża konopna nie pozostała na tę zmianę obojętna.
Dawna estetyka oparta na liściu konopi, zieleni i rastafariańskich skojarzeniach zaczęła ustępować znacznie bardziej różnorodnym pomysłom. Dzisiaj w nazewnictwie i identyfikacji wizualnej znajdziemy wpływy streetwearu, gier, kreskówek, hip-hopu, memów czy kultury internetowej. Obok nich wyjątkowo mocno rozwinęła się estetyka deserowa: owoce, ciastka, lody i cukierki stały się inspiracją dla nazw całych rodzin genetycznych.
Dobrym przykładem są Gelato, Cookies czy Wedding Cake – nazwy, które na pierwszy rzut oka spokojnie mogłyby znaleźć się w witrynie cukierni. W świecie konopi stały się jednak rozpoznawalnymi określeniami genetyk, a kolejne krzyżówki dodatkowo rozbudowały ten charakterystyczny język.
Internet przyspieszył cały proces. Nazwa musi dobrze wyglądać na grafice, łatwo wpadać w pamięć i dawać się wykorzystać w krótkim poście czy materiale wideo. Nic dziwnego, że fantazyjne określenia coraz częściej wygrywają z nazwami brzmiącymi jak oznaczenia z katalogu botanicznego.
Nie oznacza to jednak, że każda kolorowa nazwa jest wynalazkiem ery TikToka. Konopna kultura znacznie wcześniej lubiła gry słowne, popkulturowe odniesienia i nietypowe nazewnictwo. Media społecznościowe po prostu dały temu zjawisku znacznie większą scenę.
Dlaczego słodkie nazwy i opakowania budzą kontrowersje?
Sama nazwa inspirowana deserem czy owocem nie jest problemem – kontrowersje zaczynają się wtedy, gdy cała komunikacja zaczyna przypominać produkt skierowany do dzieci.
I właśnie tutaj trzeba rozdzielić dwie rzeczy. Gelato albo Wedding Cake mogą być nazwami genetyk funkcjonującymi w branży od lat. Nie oznacza to automatycznie, że zostały stworzone po to, aby zainteresować najmłodszych. Nazwa może wynikać chociażby z historii konkretnej linii albo skojarzeń dotyczących jej profilu aromatycznego.
Inaczej wygląda sytuacja, gdy produkt przeznaczony dla dorosłych wykorzystuje opakowanie niemal identyczne jak popularne cukierki, płatki śniadaniowe czy inne produkty spożywcze. Jeszcze bardziej problematyczne stają się projekty wykorzystujące postacie i elementy jednoznacznie kojarzone z ofertą dziecięcą.
Właśnie dlatego w dyskusjach o współczesnym designie konopnym tak często pojawia się pytanie: gdzie kończy się zabawa estetyką, a zaczyna komunikacja, która może wprowadzać odbiorcę w błąd?
Nie trzeba przy tym wyrzucać do kosza wszystkich kolorów, ilustracji i kreatywnych nazw. Marka kierowana do dorosłych może mieć charakter, poczucie humoru i własny język wizualny. Kluczowe jest to, żeby nie próbowała wyglądać jak marka dziecięcych słodyczy.
Jak memy mogą normalizować ryzykowne zachowania?
Memy są jednym z najbardziej charakterystycznych języków internetu, ponieważ potrafią zamknąć całe zjawisko w jednym obrazku i krótkim zdaniu. To ich największa siła, ale również ograniczenie.
Konopie od dawna są obecne w internetowym humorze. Powstały całe zestawy rozpoznawalnych żartów, postaci i kodów – od kultowego „420” po niezliczone memy wykorzystujące stereotypową postać stonera. Dla osób znających ten świat wystarczy czasem jedno słowo albo obrazek, żeby odczytać cały żart.
Problem pojawia się wtedy, gdy humor usuwa z tematu cały kontekst. Mem nie jest dobrym miejscem na wyjaśnianie różnic prawnych między państwami, wpływu THC na organizm czy ryzyka związanego z używaniem substancji psychoaktywnych. Jego zadaniem jest przecież wywołanie szybkiej reakcji.
Do tego dochodzi sposób działania mediów społecznościowych. Jeśli użytkownik często reaguje na konkretny typ materiałów, algorytm może pokazywać mu ich coraz więcej. W rezultacie niszowe zjawisko zaczyna wyglądać na wszechobecne, bo dokładnie taki fragment internetu trafia na ekran.
Dlatego warto zachować różnicę między żartem wykorzystującym element kultury konopnej a przekazem zachęcającym do ryzykownych zachowań. Pierwszy może być elementem internetowego folkloru. Drugi przestaje być niewinną zabawą formą.
Jak projektować komunikację bez kierowania jej do małoletnich?
Marka konopna nie musi rezygnować z nowoczesnej estetyki, żeby jasno komunikować się z dorosłym odbiorcą. Kolor, ilustracja, odważna typografia czy popkulturowe odniesienie same w sobie nie sprawiają przecież, że przekaz staje się dziecięcy.
Znacznie ważniejszy jest cały kontekst. W komunikacji produktów przeznaczonych dla osób dorosłych warto przede wszystkim:
- unikać postaci i motywów jednoznacznie kojarzących się z produktami dla dzieci;
- nie kopiować wyglądu popularnych słodyczy, napojów czy zabawek;
- jasno wskazywać, do jakiej kategorii należy prezentowany produkt;
- stosować oznaczenia wiekowe tam, gdzie są wymagane lub uzasadnione charakterem oferty;
- nie przedstawiać używania konopi jako pozbawionego konsekwencji elementu codziennej zabawy;
- dostosowywać komunikację w mediach społecznościowych do pełnoletniego odbiorcy.
W przypadku sklepu z kolekcjonerskimi nasionami dochodzi jeszcze jeden ciekawy element. Kolorowa nazwa może być częścią historii konkretnej genetyki, nie musi natomiast wyznaczać sposobu komunikowania całej marki. W katalogu TanieSianie znajdziesz odmiany o nazwach inspirowanych deserami, owocami czy szeroko rozumianą popkulturą, bo właśnie taki język od lat rozwija się wśród breederów.
I chyba najlepiej właśnie tak patrzeć na internetową rewolucję w świecie konopi. Nie trzeba udawać, że Gelato nie brzmi jak coś, co zamawia się we włoskiej lodziarni, a Cookies jak zawartość kuchennej szafki. Te skojarzenia są częścią charakteru współczesnego nazewnictwa. Warto jednak pamiętać, że kreatywna nazwa, mem czy kolorowa grafika są opakowaniem historii marki – nie powinny zastępować rzetelnej informacji o tym, z jakim produktem odbiorca ma do czynienia.
Tekst napisany we współpracy z sklepem z nasionami taniesianie.pl.